czwartek, 5 maja 2016

"Zastanów się! Jakie jest prawdopodobieństwo, że to ich samochód?"


- Dzień dobry sąsiadko.
- Dobry?? Byłby dobry, gdyby nie te oszołomy..
- Jakie oszołomy?
- No Ci - Jarzombek i spółka.
- Aaa! Oni co roku wybierają się w nasze okolice.
- Taaak, wpraszają się na nasze salony, włażą z buciorami i wcale nie zamierzają przestrzegać zasad savoir vivre'u.
- Daj Pani spokój - rozsiadują się wszędzie tam, gdzie ich nie proszą.
fot. Jagoda Kutrzuba
- A kto to słyszał, żeby tak gospodarzowi do alkowy zaglądać?!

fot. Jagoda Kutrzuba

fot. Jagoda Kutrzuba
 - Zasypiają, gdzie popadło.

fot. Jagoda Kutrzuba

- Wyczyniają jakieś dziwaczne wygibasy..

fot. Jagoda Kutrzuba

- Ale jedno trzeba im przyznać. Odmówić to nie potrafią. Tak, jak przystało u nas na wschodzie.


fot. Jagoda Kutrzuba

fot. Jagoda Kutrzuba

fot. Jagoda Kutrzuba

fot. Jagoda Kutrzuba

- To prawda. A widziała Pani, jak to w tym roku wyglądało? Dwoje z nich odłączyło się od grupy, żeby jakoś tak w izolacji kontemplować niepomierny urok i czar naszego Roztocza.

fot. Jagoda Kutrzuba
fot. Jagoda Kutrzuba

- Tak, ja widziałam. Ale powiem Pani, że z tym polarem to sąsiadce powiem, że była śmieszna historia.
- Pani opowie, bo ja akurat musiałam zajrzeć do dziupli, zerknąć na dzieci.
- Granatowy polar doszedł do wniosku, że jego właściciel wcale nie jest tak cudowny, jak mu się wydaje. Można powiedzieć więcej - polar skonstatował "Nikt mnie nie docenia! Odchodzę!". Jak pomyślał, tak zrobił. I ok, w sumie nikomu by to aż tak bardzo nie przeszkadzało. Tego kwiatu to pół światu... Ale odchodząc w siną dal polar zabrał ze sobą portfel z pieniędzmi i ze wszystkimi dokumentami - dowodem osobistym, prawem jazdy, kartami i innymi kawałkami plastiku niezbędnymi do życia białemu człowiekowi we współczesnym świecie. A klucz do samochodu był również bardzo przywiązany do polara i portfela, więc postanowił odejść razem z nimi.
- I co? I co było dalej?
- Zorganizowali jakąś taką grupę poszukiwawczą. Do pomocy wzięli magiczną machinę, ale jeździli, szukali. Uruchomili ich najnowszej klasy urządzenia do lokalizacji. One już jakimś cudem pokazywały miejsce pobytu polaru. Ale wkopali się po same koła.

fot. Jagoda Kutrzuba

- Ha ha!
- Walczyli z tym błockiem dobrą godzinę, ale przysięgam na swe rude futerko, nie widziałam jeszcze, żeby ktoś tam osobówką miał śmiałość wjechać.
- I zostawili ją tam, bo akurat jak szukałam starych orzeszków z tamtego roku jeszcze to widziałam to zjawisko.
- Dokładnie tak. Poszli gdzieś pieszo. A ja się zdrzemnęłam tam niedaleko. Po zmroku już było, jak koło tego auta znaleźli się znowu tamci, od których ta dwójka się odłączyła.
- Zaraz zaraz, a polar znaleźli?

- Znaleźli, znaleźli. I wracając do tematu to tamci byli bardzo zdziwieni, że auto stoi bez właściciela w lesie. Zaczęli się zakładać o jakieś hektolitry wódki, że to ich znajomych samochód. Przywódca tych oszołomów - Jarząbek na niego wołali, o każde pieniądze był skłonny się założyć. Coś krzyczał do jednej dziewczyny: "Zastanów się! Jakie jest prawdopodobieństwo, że to ich auto". Ja nie wiem, dziwny jakiś.
- I jak to się wszystko potoczyło dalej?
- Na drugi dzień przyjechali drugim samochodem i wyciągnęli tego z błota na holu.
- I pojechali w cholerę?
- Jeszcze sobie fotki porobili.
fot. Jagoda Kutrzuba

fot. Jagoda Kutrzuba

- Myśli Pani, że wrócą za rok?
- Pani kochana, ja pewna jestem.

Udostępnij:
Lokalizacja: Roztocze, Polska